Rozdział 1
Nasze posiadłości nie są od siebie zbyt daleko. Mimo tego, niezbyt często do niego przychodzę - częściej on do mnie. Mimo swojej wolności wciąż przesiaduje w posiadłości po Danarius'ie. Nie mogę pojąć dlaczego... Po co znów zadręczać się przeszłością? Nie rozumiem...
Gdzież moje ,,maniery'', jak na damę przystało... Nazywam się Klara Hawke. Tak, to ja jestem Bohaterką Kirkwall, ale nie nadużywam ostatnio tego tytułu. Niech sam Stwórca kopnie kogoś w dupę, jeśli mnie tak nazwie.
Minęły 3 lata od masakry pomiędzy magami i templariuszami. Choć sytuacja nie jest jeszcze w pełni rozstrzygnięta, to staram się tutaj wciąż utrzymać porządek.
Ale dość o tym miejscu... Skupmy się na historii, którą docelowo chciałabym wam opowiedzieć.
Wszystko zaczęło się pewnego wieczoru... Poczułam wielką chęć, wręcz potrzebę rozmowy z Fenrisem. Jak to ja - bezpośrednio do niego się udałam. Rezydencja stała jak stała - zakurzona, zapiziała rudera, za przeproszeniem. Ale wciąż czułam się tam lepiej, jak w Kwitnącej Róży. Ciarki mnie przechodzą, jak chociaż myślę o tym miejscu... Słyszałam już z dołu, jak Fenris obijał butelkami stół. Co on mu takiego zrobił! Biedaczysko... - jak zwykle brałam wszystko humorystycznie. Weszłam cicho po schodach, mając nadzieję, że w końcu pojawię się w jego progu niespostrzeżona - Jednak jak zwykle mi się nie udało. W połowie drogi usłyszałam jego głos
-Nie kłopocz się, Klara. Chodź tutaj.
Wdrapałam się po schodach lekko obrażona i weszłam do pokoju w którym przesiadywał.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to czerwona plama wina na ścianie po lewej, a z nią - wspomnienia. Jakby to było wczoraj, pamiętam co powiedział
,, Na szczęście wciąż potrafię czerpać przyjemność z drobnostek''
Praktycznie każde jego słowo zawsze wprawiało mnie w zakłopotanie... Ciarki przechodziły mi po plecach. Oprócz przystojnej twarzy i dobrze zbudowanego ciała, jego głos również był niczego sobie. W tym głosie zakochałam się jak tylko go usłyszałam.
Po chwili chciałam już usiąść na krześle, gdzie zwykłam. Ale mój drogi elf mnie zaskoczył i machnął ręką przywołując mnie. Grzecznie i powoli podeszłam, gdy on pociągnął mnie i wylądowałam swoim wielkim, ciężkim, ludzkim cielskiem na jego małych elfickich kolanach. Mimo tego, że nie wyglądał, był naprawdę silny i dla niego żadnym problemem było trzymać mnie na kolanach.
-Jak minął ci dzień, Hawke? - już dawno nie słyszałam, jak mówił do mnie po nazwisku. Poczułam się nieco urażona, ale w końcu odpowiedziałam z uśmiechem
-Do tej pory było nudno. Tęskniłam za tobą...
-Ja za tobą też. - rzucił jego szczerym, lecz zawadiackim uśmieszkiem.
-Dobrze wiedzieć. Już myślałam, że zostanę z założeniem, że tylko mój mabari będzie za mną tęsknił.
Fenris uśmiechnął się szerzej i krótko parsknął śmiechem. Uwielbiałam go rozśmieszać.
-Nigdy więcej, Klaro. - zrobiło mi się o wiele cieplej na sercu, gdy usłyszałam swoje imię.
-Ostatnia z tamtych butelek - dodał po chwili i skinął w stronę czerwonej plamy na ścianie
-Jeśli nie będę wracać slalomem, to czemu nie! A w razie czego, mnie zaniesiesz do domu i zostaniesz ze mną przez calutką noc.
-Tak jest, zawsze gotowy do działania. Pijany, lecz trzeźwy, zawsze kiedy trzeba! - zaśmialiśmy się razem po czym musnął mnie ustami w delikatnym pocałunku.
Po pewnym czasie wróciliśmy do mojej rezydencji. Nie obeszło by się, bez zaniesienia mnie na rękach. Mówiłam, że tylko żartowałam, ale on oczywiście uparł się. Nie narzekałam na to, bo przyznam, że to naprawdę romantyczne, gdy ktoś taki jak Fenris chociaż mnie dotyka. Już wtedy mam dreszcze, a co dopiero, gdy ktoś mnie tuli we własnych ramionach i prowadzi do domu. Po wejściu wgłąb rezydencji nie odpuścił i odniósł mnie aż na same łóżko. Tam ułożył mnie delikatnie po czym usiadł obok i popatrzył w moje oczy. Były takie piękne, zielone... Wielkie, jak to u elfów. Nie przeszkadzała mi jego rasa. Ważne jest wnętrze i to, czy kocha i akceptuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz